Ferie na nartach Piłka jest piękna


Rowerem z Łukowa do Wenecji

(03.11.2014)

Trzech chłopaków pasjonujących się jazdą na rowerze wyruszyło w – jak na razie – podróż ich życia: z Łukowa do Wenecji. Przejechanie dwóch tysięcy kilometrów, łącznie ze zwiedzaniem, zajęło śmiałkom miesiąc.

Z niezwykłej wyprawy Szymon Frankiewicz, Paweł Dołęgowski i Mateusz Cap przywieźli niezwykłe wspomnienia, ale również teraz mogą być już doskonałymi doradcami dla wszystkich, którym marzą się takie wyczyny.

- Pomysł narodził się z naszych zainteresowań rowerowych, ponieważ już jeździmy od pięciu - mówią młodzi łukowianie, którzy swoją ekipę nazwali Szprycle Team. - Chcieliśmy pojechać gdzieś dalej, zobaczyć trochę świata. Rok wcześniej zaliczyliśmy wyjazd do Gdańska, to było jakieś 600 km i powiedzieliśmy sobie, że za rok to będzie tak jakby większe wyzwanie dla nas i Wenecja okazała się takim naszym priorytetem.

- Przed wyjazdem korzystaliśmy z projektu „Polak Potrafi”. Każdy może tam wpłacić dobrowolną małą kwotę na projekt, który ktoś inny chce zrealizować. To są rożne projekty, o książkach, o grach planszowych, o wyjazdach, inni chcą stworzyć własny teledysk, zrealizować się w szkole teatralnej, a my chcieliśmy pojechać do Wenecji i tam uzbieraliśmy kwotę z której jesteśmy bardzo zadowoleni, bardzo nam ona pomogła.

- Przygotowania do takiej wyprawy mogą być długie, my chyba zaczęliśmy przygotowywać się około pół roku wcześniej, dużo biegaliśmy, dużo jeździliśmy na rowerze, ale też nie unikaliśmy innych sportów, jak siatkówka, piłka nożna. Trzeba być ogólnie sprawnym nie tylko jeżdżąc na rowerze.

- Na początku miał być to wyjazd do Amsterdamu, to był nasz pierwszy pomysł, chcieliśmy tam dojechać, może dlatego, że Holandia to państwo rowerów. Jednak stwierdziliśmy, że to może trochę za mało, a chcieliśmy dużo zwiedzić, zjechać. Do Wenecji przejechaliśmy dwa tysiące km, trasę obraliśmy taką, żeby zwiedzić jak najwięcej. To były wakacje, chcieliśmy też poznać dużo ludzi, żeby było co wspominać. Znajomi wątpili w nas, ale już wiedzieliśmy, że jak nie teraz, to kiedy? Mamy teraz życie pełne wolności, nic nie musimy robić i stwierdziliśmy, że po prostu trzeba pojechać i zmierzyć się z własnymi słabościami.

Szprycle Team

Szprycle Team w komplecie: Szymon Frankiewicz, Paweł Dołęgowski, Mateusz Cap

- Trasa zawsze była powyżej 100 km dziennie, ale różne zjawiska pogodowe – deszcz, ciepło, zimno, nachylenie terenu – często utrudniały nam życie. Zdarzały się kryzysy na trasie, na przykład podjeżdżając pod górę na 1700 m rowerem z obciążeniem, to takie 36 kg roweru plus 70 kg wagi ciała. Na górę 1700 m, co motory ledwo podjeżdżają. Jechaliśmy chyba 13 km w 3 godz., byliśmy naprawdę tacy zmęczeni, że kompletnie nie wiedzieliśmy co się z nami dzieje.

- Kiedy się nie dawało rady, to na pewno bardzo pomogli ci, którzy jechali samochodem, trąbili, machali, pozdrawiali, szczególnie Polacy. Jeśli mijacie na drodze rowerzystów, biegaczy, w ogóle ludzi niesamowitych, którzy gdzies tam daleko są, pozdrawiajcie ich, trąbcie, to naprawę da im kopa na kolejne kilometry.

Czytaj też:
Na rowerach szlakiem mazurskich morderców
Pętla Bełdany na rowerach
Rowerem na Półwyspie Helskim
Rowerem do filmowych Wilkowyj
Rowerowy potop w Karlskronie
Rowerem nad jeziorem Bodeńskim
Puszcza Kampinoska





Kategorie: Rowery Turystyka

Tagi: , , ,





Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu


Dodaj komentarz

Napisz co otym sądzisz

Opinie naszych klientów

Pewnie jesteś ciekawy, co mówią uczestnicy naszych wyjazdów. Sam zobacz :)

Dla naszej pięcioosobowej rodziny to wymarzony sposób na sylwestrowy wypad. Nie można się na nim nudzić. Przede wszystkim dzieciaki mają atrakcje – wędrówki w górach i narty. Po kilku latach takich Sylwestrów dzisiaj są jednymi z najlepszych narciarzy na stoku!

Olga i Marcin, Stoczek Łukowski


zobacz wszystkie