sylwester2016 Piłka jest piękna


Finał Ligi Mistrzów 2014 od kuchni

(26.05.2014)

Ekipa Sportowo i Zdrowo po raz trzeci „na żywo” świętowała wielkie wydarzenie, jakim jest finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Po Monachium i Londynie nadszedł czas na pięknie położoną u ujścia rzeki Tag stolicę Portugalii – Lizbonę.

Wyjątkowy finał Ligi Mistrzów w Lizbonie

Finał ten był o tyle wyjątkowy, że Lizbona przeżyła iście hiszpański potop, gorszy tylko od hiszpańskiej inkwizycji, której – jak mawiał Monthy Python – nikt się nie spodziewa. Rywalizacja toczyła się między dwiema drużynami z Madrytu – Real i Atletico.

Do Lizbony przylecieliśmy już w czwartek, aby sprawdzić jak wygląda Liga Mistrzów od kuchni i obejrzeć przygotowania do wielkiego finału.

Prosto z lotniska wyruszyliśmy do dzielnicy Baixa, gdzie mieścił się jeden z głównych punktów imprezy. Portugalczycy, jak przystało na wielkich fanów futbolu, udostępnili (czyt. oddali bez walki) gościom zza wschodniej granicy swoje słynne place.

I tak, na jednym z najpiękniejszych, Praca do Comercio nad Tagiem, zlokalizowano Festiwal Mistrzów. Prowadziła do niego zamknięta dla samochodowego ruchu i wyłożona przepięknymi empedrados Rua Augusta, z której przez Łuk Triumfalny wchodziło się wprost do utworzonoego na ten czas miasteczka fanów futbolu.

Atrakcje Ligi Mistrzów w Lizbonie dla kibiców

Na olbrzymim placu znaleźliśmy moc atrakcji przygotowanych dla kibiców, z których najważniejszymi była możliwość zrobienia sobie zdjęcia z pucharem za zwycięstwo Ligi Mistrzów (opłacało się stać w gigantycznej kolejce!) oraz udział w losowaniu biletów na finał. Ogromną popularnością cieszyły się stanowiska gier i zabaw piłkarskich. Dodatkową zachęta były z pewnością atrakcyjne nagrody – gadżety UEFA. Nasza ekipa również skusiła się na spróbowanie swoich sił w konkurencjach piłkarskich :)

Kolejny dzień dostarczył nam nowych wrażeń. Niedaleko Festiwalu Mistrzów otwarto Muzeum Ligi Mistrzów, w którym można było obejrzeć wiele eksponatów związanych z historią rozgrywek. Były tu również szafki oznaczone numerami stylizowane na szafki zawodników z szatni. Numery były kolejnymi latami, w których odbywały się finały, po otwarciu można było dowiedzieć się, kto został triumfatorem w danym sezonie.

Oddech od Ligi Mistrzów

Z Lizbony jest już tylko 20 km nad Ocean Atlantycki, więc nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności spaceru nad jego brzegiem; niestety ze względu na temperaturę powietrza i wody – tylko spaceru. Lizbona jest bardzo dobrze skomunikowana z nadmorskimi miejscowościami. Wybraliśmy się do Cascais, skąd przeszliśmy do miejscowości EStoril. Tu, prawie nad brzegiem oceanu znajduje się Casino Estoril.

Wg legendy zwykli spotykać się tu szpiedzy podczas II wojny światowej, a także było ono natchnieniem dla Iana Fleminga do napisania kolejnej powieści o przygodach najsłynniejszego szpiega – agenta 007.

Wracając zajrzeliśmy do Belem – jedenj z najbardziej zielonych dzielnic Lizbony, w której mieszkańcy lubią spędzać weekendy. Belem jest w całości położona nad Tagiem i słynie z bardzo dobrze zachowanych perełek stylu manuelińskiego wpisanych na listę UNESCO – Klasztoru Hieronimitów oraz Wieży Belem.

Spacerując promenadą od Wieży Belem  wzdłuż rzeki cały czas mieliśmy przed oczami malownicze widoki oraz najsłynnejszy lizboński most – Ponte 25 de Abril (Most 25 Kwietnia). Jest to replika Golden Gate – charakterystycznego mostu z San Francisco.

Przy promenadzie znaleźliśmy również Pomnik Odkryć Geograficznych postawiony w miejscu skąd jeden z najbardziej znanych portugalskich żeglarzy – Vasco da Gamma wypłynął w swoją słynną podróż do Indii.

Zwiedzanie tej dzielnicy zakończyliśmy w najbardziej obleganej cukierni Lizbony, gdzie od 1837 roku wypieka się wg tajnej receptury ciasteczka Pasteis de Belem, które najlepiej smakują jeszcze ciepłe posypane cynmonem i cukrem pudrem. Potwierdzamy – są przepyszne.

Tramwaje pełne kibiców

Na sobotę oprócz najważniejszego wydarzenia mieliśmy zaplanowaną również przejażdżkę słynnym żółtym tramwajem linii 28, który mknie przez wzgórza Alfamy – najstarszej dzielnicy Lizbony.

Okazało się, że dzielnica ta została opanowana przez kibiców Atletico Madryd. Alfama, która przetrwała dwa trzęsienia ziemi i w stanie nienaruszonym dotrwała naszych czasów, z radością patrzyła na tłumy przystrojone w czerwono-białe barwy. Machali oni również do przechodniów z prawie każdego żółtego wagonika, tak przepełnionego, że udało nam się wsiąć dopiero do piątego tramwaju. Jednak warto było czekać – widoki i wrażenia bezcenne.

Spacerując po Lizbonie napotykaliśmy głównie kibiców Atletico Madryt, natomiast spotkanie kibica Realu graniczyło z cudem; sądząc po randze klubów powinno być odwrotnie. Zagadka rozwiązała się, gdy po przejażdżce tramwajem wybraliśmy się na kolejne słynne lizbońskie place – Praca da Figueira i Rossio. Gościnni lizbończycy oddali je na czas finału w ręce kibiców Realu Madryt. Prawdopodobnie ze względu na uwielbianego tutaj, szczególnie przez kobiety, Cristiano Ronaldo.

W całej dzielnicy słychać było śpiew i odgłosy bębnów zagrzewających do walki. Na obu placach ustawiono olbrzymie telebimy, aby przybyli tłumnie kibice Realu mogli podziwiać swoją ukochaną drużynę w pełnej krasie.

Fiesta Realu

Pora zrobiła się już dość późna i należało ruszać na stadion. Najszybciej na stadion w Lizbonie dociea się metrem. Tego dnia nie musieliśmy szukać stacji – spod ziemi wydobywał się śpiew kibiców, zarówno Reau jak i Atletico Madryt. Jazda na mecz w takim towarzystwie była bardzo ekscytująca, ale trzeba przyznać jedno: nie było żadnych animozji między kibicami obu klubów. Wszyscy zgodnie chodzili po mieście, siedzieli w tych samych restauracjach i jechali w tych samych wagonach metra.

Sam mecz był pełen emocji i zwrotów akcji, zakończył się zwycięstwem Realu 4:1 po dogrywce. Z przyjemnością wróciliśmy na Plac Rossio, gdzie do późnych godzin nocnych trwała fiesta fanów Królewskich.

Czytaj też:
Finał Ligi Mistrzów 2013





Kategorie: Kibicujemy najlepszym Turystyka

Tagi: , , , ,





Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu


Dodaj komentarz

Napisz co otym sądzisz

Opinie naszych klientów

Pewnie jesteś ciekawy, co mówią uczestnicy naszych wyjazdów. Sam zobacz :)

Dla naszej pięcioosobowej rodziny to wymarzony sposób na sylwestrowy wypad. Nie można się na nim nudzić. Przede wszystkim dzieciaki mają atrakcje – wędrówki w górach i narty. Po kilku latach takich Sylwestrów dzisiaj są jednymi z najlepszych narciarzy na stoku!

Olga i Marcin, Stoczek Łukowski


zobacz wszystkie