sylwester2016 Piłka jest piękna


Czerwcowy długi weekend w Mielnie

(06.06.2015)

W czerwcowy długi weekend znów gościliśmy nad morzem. Tym razem w Mielnie. Jak zawsze było zdrowo. Sportowo. Jak w bajce. I trochę leniwie.

Mielno w czerwcu jest jeszcze ciche i niezatłoczone. W lipcu na plaży są dzikie tłumy, nie ma gdzie wetknąć szpilki. Miejscowość liczy niewiele ponad 2 tys. mieszkańców, a w szczycie sezonu dziesięć razy tyle. Ale nie ma się co dziwić, ponieważ Mielno to jedno z najatrakcyjniejszych kąpielisk nad naszym morzem. Szerokie i piaszczyste plaże. I co ważne – czyściutkie. W 2014 r. gmina po raz drugi wyróżniona została tytułem Przyjaznej Bałtykowi. Głosowali internauci, a nie przyjaciele i znajomi królika:).

Wieś jest pięknie położona. Na początku mierzei między Bałtykiem a Jeziorem Jamno. Prawie, że Hel, tylko koło Koszalina. I w tym przypadku, prawie nie robi dużej różnicy:))).

Życie towarzyskie i kulturalne toczy się w części zwanej Starym Mielnem. Powstała ona w XIX w. jako typowo turystyczna. Można podziwiać tu pięknie odrestaurowane przedwojenne wille – np. Millenium, Amber. Do 1947 r. Mielno nazywało się Großmöllen.

Kawa, albo piwko:), smakuje najlepiej w jednej z wielu knajpek na Nadmorskiej Promenadzie.

W latach, kiedy Polska była w bloku wschodnim, nosiła ona nazwę Przyjaźni Polsko – Radzieckiej.

Jeżeli ktoś na dobre połknął historycznego bakcyla, może wybrać jeszcze za wydmy, za lasy, do najstarszej części Mielna – tzn. Osiedla Przykościelnego. Znajdzie tam pozostałości grodziska wczesnosłowiańskiego z przełomu IX i X w. oraz kościół parafialny datowany na wiek XV.

Kilka kilometrów wte i wewte – i ile epok już mamy zaliczonych!:-)

Wieczorem, po błogim lenistwie na plaży i okolicach, byliśmy zwarci i gotowi, żeby stawić czoła mini tenisowi:) Była to świetna rozgrzewka przed piątkowymi zawodami sportowymi.

Konkurencje: rzuty do kosza, mini piłka nożna, kręgle, układanie puzzli na czas i wiele innych. Zawodnicy: dzieci, rodzice, dziadkowie. I wolni strzelcy.

 

 

Nie od dziś wiadomo, że sport jest doskonałym nauczycielem życia. Uczy zdrowej rywalizacji. Jakie to cudowne uczucie, być w czymś pierwszym. Jak przegrać z godnością: nie zazdrościć konkurentom, po prostu trzeba jeszcze ciężej pracować. A najlepiej uczyć tego wszystkiego dzieci, dając im dobry przykład:) Emocji i śmiechu było co niemiara!

Po uczcie dla ciała, przyszła kolej na ucztę dla ducha. Pojechaliśmy do oddalonej o 20 km od Mielna Dobczycy. Tam państwo Bigońscy urzeczywistniają swoje marzenie o ogrodzie świata w pigułce.

Na powierzchni 4 ha stworzyli 28 ogrodów tematycznych. Jest między innymi ogród japoński; angielski; inspirowany twórczością znanego hiszpańskiego architekta – Antonio Gaudiego; ogrody zmysłów: ogród szumu, szelestu i dźwięku; barwy i cienia. Każdy tematyczny zakątek różni się nie tylko roślinnością, ale też dekoracjami i nastrojem.

Chwilami czuliśmy się tak, jak byśmy znaleźli się w środku jakieś bajki. Na przykład, kiedy błądziliśmy wśród kamiennych gnomów na Górze Trolli. Albo wymijaliśmy skrzaty w ogrodzie Baby Jagi.

Przewodnicy opowiadają nie tylko o tym, co jest charakterystyczne dla danego typu ogrodu, ale również o tym jak pielęgnować poszczególne rośliny. Wiedza ta może okazać się przydatna, ponieważ w szkółce obok jest możliwość zakupienia wielu egzotycznych gatunków kwiatów i krzewów.

 

 

W ubiegłym roku właściciele poszerzyli ofertę zwiedzania o oddalony o 2 km od Ogrodów Hortulus, Ogród Hortulus Spectabilis. Po nienaukowemu jest to po prostu labirynt grabowy, kamienny krąg i angielskie rabaty bylinowe:).

Ściany labiryntu mają 2 m wysokości, ścieżki łącznie ponad 3,5 km długości, powierzchnia ponad 5ha.. Jest to największy tego typu założenie ogrodowe na świecie. Dla maluchów, żeby się nie zgubili, pan Piotr Bigoński wymyślił mały labirynt z bukszpanów.

Ostatnio właściciele, projektując kolejne fragmenty ogrodu, dbają również o to, żeby wyglądały ciekawie również z lotu ptaka. A to dlatego, że dzieło ich życia można już podziwiać z usytuowanej pośrodku posiadłości wieży widokowej.

Niektórzy nasycili się duchową ucztą. A niektórzy nie i musieli wrzucić coś na ząb:). W tutejszej restauracji serwuje się dania wyłącznie z warzyw i owoców zebranych we własnym ogrodzie.

Z Dobczycy udaliśmy się do Gąsek. Pośrodku wsi stoi tam druga pod względem wysokości latarnia morska w Polsce. Mierzy 50,2 m. Na górę prowadzą wąskie, kręte, granitowe schody. Jest ich aż 190! Taka wspinaczka jest lepsza niż fitness. I finał dużo przyjemniejszy dla oczu:-). Z tarasu rozciąga się wspaniały widok na Bałtyk, dostrzec można stąd Sarbinowo, Chłopy, Mielno i Unieście. Przy dobrej pogodzie światło latarni jest widoczne z odległości 19,5 mili morskiej, co jest odpowiednikiem około 36 kilometrów.

 

 

 Sobota była dniem sławy i chwały! ;-). Albowiem wczorajsi zwycięzcy zawodów, i ci trochę ciut gorsi, odbierali swoje puchary i dyplomy. Jeszcze kilka godzin na plaży, żeby utrwalić opaleniznę i wracamy do domu.

 

 

 





Kategorie: Nasze imprezy Wypoczynek na sportowo i zdrowo

Tagi:





Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu


Dodaj komentarz

Napisz co otym sądzisz

Opinie naszych klientów

Pewnie jesteś ciekawy, co mówią uczestnicy naszych wyjazdów. Sam zobacz :)

Dla naszej pięcioosobowej rodziny to wymarzony sposób na sylwestrowy wypad. Nie można się na nim nudzić. Przede wszystkim dzieciaki mają atrakcje – wędrówki w górach i narty. Po kilku latach takich Sylwestrów dzisiaj są jednymi z najlepszych narciarzy na stoku!

Olga i Marcin, Stoczek Łukowski


zobacz wszystkie