sylwester2016 Piłka jest piękna


Alpy, czyli białego szaleństwa ciąg dalszy

(08.01.2016)

Po raz trzeci z rzędu zorganizowaliśmy noworoczny wyjazd na narty do gościnnego ośrodka Zell am See – Kaprun. Pięć dni jazdy zadowoliło nawet najwybredniejszych narciarzy.

Po całodziennej podróży wieczorem zameldowaliśmy się w naszym zaprzyjaźnionym przytulnym alpejskim pensjonacie A’nette Pension. Jak co roku powitały nas spacerujące po podwórku kury, konie, pies, a na stole gorąca kolacja przygotowana przez właścicieli Anette i Ewalda. Warto już na początku wspomnieć o posiłkach, bo dla jeżdżących przez cały dzień narciarzy to kluczową sprawa podczas tak intensywnego wyjazdu. Pożywne, obfite i urozmaicone śniadania oraz obiadokolacje są przygotowywane samodzielnie przez właścicieli. Oprócz walorów odżywczych i smakowych uroku dodaje również atmosfera: jadalnia z widokiem na Alpy i stok Schaufelberg. Poza tym wieczorami doskonale smakuje lokalne piwo i specjalnie wytwarzane dla Anette i Ewalda miejscowe wino.

Objeżdżanie alpejskich stoków zaczęliśmy od Kaprun. Początkujący narciarze zaczęli od stoku Lechnerberg, który jest długi, płaski, idealny do nauki oraz dla rodzin z dziećmi. Bardziej zaawansowani narciarze jeździli na położonym nieopodal wzgórzu Schaufelberg, gdzie mieli do dyspozycji wszystkie rodzaje tras: od łatwych, przez średnie, aż po zjazd oznaczony kolorem czarnym (bardzo trudny). Tutaj też już pierwszego dnia przekonaliśmy się o kapryśnej tegorocznej zimie – nie wszystkie trasy były otwarte ze względu na brak śniegu. Szybko przekonaliśmy się też, że zimą w Alpy zjeżdża się niemal całą Europa. Wyprawne ucho bez trudu wyławiało język angielski, niemiecki, polski, rosyjski, czeski, słoweński, włoski czy też niderlandzki. Ale po raz pierwszy w historii naszych wyjazdów do Austrii spotkaliśmy narciarzy z Grecji. – Nie jesteśmy tacy biedni, jak przedstawia się nas w mediach – opowiadali, śmiejąc się na wyciągu.

Przez następne trzy dni objeżdżaliśmy trasy na Schmittenhöhe w Zell am See. Mimo, że i tutaj kilka tras było zamkniętych z powodu braku śniegu, to różnorodność tras i różny stopień trudności, a przede wszystkim wspaniałe widoki z góry usatysfakcjonowały każdego narciarza. Niezwykłe wrażenie sprawia przede wszystkim jezioro widziane z wysokości 1600 metrów, nad którym malowniczo położone jest Zell am See. Ciekawostką jest również niewielka kapliczka na jednym ze szczytów, od której nazwę wziął prowadzący tutaj wyciąg: Kapellenbahn. Za rok na Schmittenhöhe będzie jeszcze ciekawej, bo zostanie dobudowany nowy wyciąg z miejscowości Viehhofen.

DSC_0473

 

Piąty i ostatni dzień spędziliśmy na lodowcu Kitzsteinhorn. Historia tego lodowca zaczęła się w 1828 roku. Jako pierwszy zdobył go 26 letni wtedy Hans Entacher z Kaprun w towarzystwie cesarskich geodetów wojskowych. Wiele osób przed nim miało taki sam zamiar, w tym pasterze, którzy dużo lepiej znali góry. Jednak to Entacher okazał się najbardziej wytrwały i na zawsze zapisał się w historii Kitzsteinhorn. „Na tę górę nie da się wejść. Dlaczego więc nie spróbować.”

W porównaniu z poprzednim sezonem znacznie ułatwiony został dojazd na sam szczyt, ponieważ dobudowano drugą kolej. Wizyta na tarasie widokowym na wysokości 3029 m to obowiązkowy punkt programu wyjazdu na Kitzsteinhorn. Oglądana stąd panorama Alp za każdym raz zapiera dech w piersiach. Na szczycie nie można się nudzić; jest tu restauracja, kino 3D oraz wykuta w skale galeria górskich bogactw naturalnych. Aby ułatwić narciarzom dojście do tras zjazdowych, w skale wydrążono jeszcze jeden specjalny tunel. Różnorodność tras, ich duża liczba oraz temperatury znacznie poniżej zera przy bezchmurnym niebie stworzyły nam wspaniałe zimowe warunki do szusowania.

Historia narciarstwa na Kitzsteinhorn zaczęła się od Wilhelma Fazokasa. Ten instruktor narciarstwa i inżynier budowy maszyn w 1946 roku przeprowadził się do Kaprun. Dzięki swojej energii i umiejętnościom przywódczym po 15 latach został burmistrzem. Na początku lat sześćdziesiątych doszedł do wniosku, że warto na Kitzstainhorn zbudować całoroczną stację narciarską. Prace rozpoczęły się w 1961 roku, a 4 lata później zaczęła kursować pierwsza kolej na lodowiec.

A na koniec kilka zdjęć naszego ulubionego pensjonatu:





Kategorie: Nasze imprezy Wypoczynek na sportowo i zdrowo Zima





Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu


Dodaj komentarz

Napisz co otym sądzisz

Opinie naszych klientów

Pewnie jesteś ciekawy, co mówią uczestnicy naszych wyjazdów. Sam zobacz :)

Dla naszej pięcioosobowej rodziny to wymarzony sposób na sylwestrowy wypad. Nie można się na nim nudzić. Przede wszystkim dzieciaki mają atrakcje – wędrówki w górach i narty. Po kilku latach takich Sylwestrów dzisiaj są jednymi z najlepszych narciarzy na stoku!

Olga i Marcin, Stoczek Łukowski


zobacz wszystkie